Przejdź do treści
Temat

Neuromarketing i zachowania konsumentów

Ludzie deklarują jedno, robią drugie, i rzadko kłamią przy tym złośliwie. Piszemy o say-do gap, mechanizmach, które go tworzą, oraz o pomiarze reakcji, które uzupełniają deklaracje tam, gdzie one zawodzą.

O temacie

O czym piszemy w tym temacie

Sześćdziesiąt pięć procent konsumentów deklaruje, że chce kupować od marek działających na rzecz zrównoważonego rozwoju, a realnie robi to około 26%. Ta różnica, blisko 40 punktów procentowych, ma w literaturze nazwę: say-do gap, luka między tym, co ludzie mówią, a tym, co robią. Nie unieważnia ona badań deklaratywnych, ale wyznacza granice ich stosowania, a decyzje oparte wyłącznie na ankiecie potrafią kosztować budżet całej kampanii. W tym filarze piszemy o tym, skąd ta luka się bierze i jak mierzyć mimo niej.

Za rozjazdem deklaracji i zachowania stoją trzy mechanizmy. Pierwszym jest potrzeba aprobaty społecznej: respondent odpowiada człowiekowi, nawet w anonimowym formularzu, więc deklaruje zdrowsze jedzenie i większą troskę o planetę, bo taka odpowiedź stawia go w lepszym świetle. Drugim jest brak dostępu do własnych motywacji: konsument pytany, dlaczego wybrał ten jogurt, opowie o składzie i cenie, choć zadecydowało miejsce na półce, i nie kłamie, konfabuluje w dobrej wierze. Trzecim jest kontekst pytania, które daje czas do namysłu, jakiego przy półce nie ma.

Odpowiedzią nie jest porzucenie ankiet, lecz uzupełnienie ich pomiarem reakcji. Eye-tracking pokazuje, na co realnie pada wzrok, a czego respondent w ogóle nie zauważył, choć deklaruje, że widział. EEG i pomiar reakcji emocjonalnej dokładają siłę odpowiedzi, której badany nie potrafi nazwać słowami, a obserwacja zachowania przed półką sklepową, w naszej makiecie sklepu convenience, konfrontuje deklarację z realnym sięgnięciem po produkt. Neuro traktujemy przy tym uczciwie: jako uzupełnienie deklaracji, z jasno opisanymi granicami metody, nie jako czytanie w myślach.

Jak duża bywa stawka, pokazuje nasze badanie viralowych wyzwań wśród młodych użytkowników, opublikowane w „Technology in Society". Wbrew intuicji postrzegane bezpieczeństwo nie działa jak prosty hamulec: o intencji uczestnictwa decyduje nagroda społeczna, uznanie rówieśników, widoczność, potwierdzenie przynależności. Komunikat „to niebezpieczne, nie rób tego" może wręcz podnosić atrakcyjność zachowania. Kto rozumie ten mechanizm, rozumie też, dlaczego pokolenie Z sięga po produkty, których „rozsądnie" nie powinno kupić, i dlaczego kampanie oparte na straszeniu zawodzą.

Praktyczny wniosek z całego filaru brzmi: zanim zainterpretujesz wynik ankiety, sprawdź, na które pytanie respondent naprawdę odpowiedział. Piszemy o tym, kiedy deklaracja wystarcza (bo nie każdy problem wymaga laboratorium), a kiedy trzeba zmierzyć realną reakcję, i jak zestawienie obu warstw zamienia się w rekomendację: co w przekazie działa, co przeszkadza, a czego odbiorca w ogóle nie rejestruje.

Publikujemy m.in. w: Journal of Brand Management · Journal of Consumer Behaviour · Technology in Society

Następny krok

Zmierz reakcje, nie tylko deklaracje

Jeśli decyzja oparta na samych deklaracjach wydaje Ci się ryzykowna, prawdopodobnie masz rację. Łączymy ankiety z eye-trackingiem, EEG i obserwacją zachowania przed półką, żeby pokazać, jak konsument realnie reaguje na Twój produkt lub przekaz, z uczciwie opisanymi granicami metody. Umów bezpłatną konsultację (30 min) i sprawdź, czy Twój problem wymaga pomiaru reakcji.

← Wszystkie artykuły