Reklama, którą wszyscy chwalą
Spot zbiera wysokie noty na sali testowej, a po emisji nie przekłada się na zapamiętanie marki. Na teście odbiorca ogląda go świadomie, z uwagą, której w realnym kontakcie po prostu nie ma.
Konsument nie potrafi opowiedzieć, dlaczego jego wzrok zatrzymał się na jednym opakowaniu, a ominął sąsiednie. Deklaracja opisuje to, co zapamiętał i chce o sobie powiedzieć. My mierzymy dodatkowo, jak zareagowały jego uwaga i organizm w pierwszych sekundach kontaktu z materiałem.
Badanie deklaratywne pyta o to, co człowiek pamięta i chce o sobie powiedzieć. Znaczna część reakcji na reklamę, opakowanie czy interfejs rozgrywa się szybciej, niż zdąży pojawić się świadoma ocena, i nie zostawia po sobie śladu w pamięci. Badania neuromarketingowe dokładają do deklaracji pomiar tego, co zrobiły oczy, uwaga i organizm w pierwszych sekundach kontaktu.
Spot zbiera wysokie noty na sali testowej, a po emisji nie przekłada się na zapamiętanie marki. Na teście odbiorca ogląda go świadomie, z uwagą, której w realnym kontakcie po prostu nie ma.
W ankiecie projekt wygrywa z konkurencją, bo oceniany jest w powiększeniu i w izolacji. Przy półce nie zbiera ani jednej fiksacji w pierwszych sekundach, więc nie wchodzi do zbioru rozważanych marek.
Użytkownicy deklarują, że nawigacja jest zrozumiała, a ruch znika zawsze na tym samym kroku. Pomiar uwagi pokazuje, że kluczowy element nigdy nie trafił w pole widzenia.
Nie stawiamy pomiaru przeciw ankiecie. Sam mechanizm rozjazdu między tym, co ludzie mówią, a tym, co robią, opisaliśmy osobno w tekście o tym, dlaczego klienci kłamią w ankietach. Neuromarketing jest u nas parasolem metodycznym, z którego korzystają konkretne projekty: badania komunikacji i kreacji, testy produktów i opakowań oraz badania UX i użyteczności.
Pod hasłem „neuromarketing" kryje się kilka niezależnych pomiarów. Każdy odpowiada na inne pytanie i każdy ma granicę, za którą przestaje być dowodem. Poniżej, bez skrótów: co dana metoda rejestruje i czego z niej wyczytać nie wolno.
Kamera na podczerwień rejestruje położenie źrenicy i odblask rogówkowy, z czego powstaje ścieżka spojrzenia. Podstawowe wskaźniki to fiksacje, czyli momenty zatrzymania wzroku, w których pobierana jest informacja, czas do pierwszej fiksacji na wyznaczonym obszarze, ich liczba i długość oraz kolejność odczytywania elementów. Zagregowane dane z grupy dają mapy uwagi i ścieżki wzroku. To pomiar uwagi wzrokowej: mówi, czy element w ogóle wszedł w pole widzenia i jak szybko.
Nie mierzy sympatii ani intencji zakupu. Długie patrzenie bywa oznaką zainteresowania, ale równie często dezorientacji.
Elektrody na powierzchni głowy rejestrują sumaryczną aktywność elektryczną kory mózgowej, z rozdzielczością czasową rzędu milisekund. W badaniach konsumenckich pracuje się na mocy sygnału w pasmach częstotliwości oraz na potencjałach wywołanych, wiążąc je z zaangażowaniem uwagi i obciążeniem poznawczym, czyli z tym, ile wysiłku kosztuje odbiorcę przetworzenie komunikatu. Rosnące obciążenie w kluczowym kadrze to sygnał, że przekaz jest po prostu za gęsty.
Nie mierzy „ośrodka zakupu". EEG słabo lokalizuje źródła sygnału i nie sięga struktur głębokich, więc opowieść o „przycisku kupowania w mózgu" jest nadużyciem, a nie wynikiem.
Reakcja skórno-galwaniczna, w literaturze opisywana jako aktywność elektrodermalna, to zmiana przewodności skóry wywołana pracą gruczołów potowych unerwionych przez układ współczulny. Wskaźnik jest szybki i trudny do świadomej kontroli, więc dobrze pokazuje, w którym momencie materiału intensywność reakcji rośnie i jak szybko opada.
Nie mierzy znaku emocji. Zachwyt, zażenowanie i irytacja potrafią dać podobny wzrost przewodności, więc kierunek reakcji trzeba ustalić inną metodą.
Analiza obrazu twarzy klasyfikuje ruchy mięśni mimicznych w jednostki opisane w systemie kodowania mimiki i na tej podstawie przypisuje ekspresje emocjonalne. Uzupełnia pomiar pobudzenia o brakującą informację o kierunku: czy reakcji towarzyszy ekspresja pozytywna, czy negatywna, i w którym fragmencie materiału.
Nie mierzy przeżycia wewnętrznego. Twarz jest kanałem społecznym, a uczestnik oglądający materiał sam, przed ekranem, bywa bez wyrazu mimo silnej reakcji.
Metody łączymy w jednej sesji i synchronizujemy w czasie, bo dopiero nałożone na siebie sygnały pokazują, co działo się dokładnie w momencie kontaktu z bodźcem. Jak wygląda to na konkretnym materiale, rozpisaliśmy krok po kroku w opisie badania eye-tracking strony www, a samą aparaturę pokazujemy w laboratorium.
Piszemy o tym wprost, bo obietnica „czytania w myślach" psuje tę dziedzinę od kilkunastu lat i najczęściej pochodzi od sprzedawcy, nie od badacza. Wiarygodny wynik zaczyna się od uczciwie postawionej granicy.
Krytyczny przegląd Ariely'ego i Bernsa w Nature Reviews Neuroscience (2010) rozdzielił to, co neuroobrazowanie realnie wnosi do decyzji biznesowych, od obietnic budowanych wokół niego w komunikacji sprzedażowej. Pięć lat później Plassmann, Venkatraman, Huettel i Yoon opisali w Journal of Marketing Research, pod jakimi warunkami consumer neuroscience daje wiedzę, której nie da żadna ankieta, i gdzie przebiegają jej ograniczenia. Trzymamy się tej linii: pomiar reakcji jest trzecią warstwą obok deklaracji i obserwowanego zachowania, a nie ich zamiennikiem.
Sesja pomiarowa jest najbardziej widowiskową częścią projektu, ale nie najważniejszą. O wartości wyniku decyduje to, co dzieje się przed nią i po niej.
Ustalamy, co ma się zmienić w Twoim działaniu po odebraniu raportu. Od tego zależy dobór metod, a nie odwrotnie.
Dobieramy bodźce, kolejność ekspozycji i sposób kontroli zmiennych zakłócających. Z góry zapisujemy, jaki wynik uznamy za rozstrzygnięcie.
Uczestników dobieramy pod profil Twojego odbiorcy, w tym z panelu studenckiego. Każdy dostaje informację o przebiegu i podpisuje świadomą zgodę.
Kalibracja aparatury, ekspozycja materiału, pomiar. Zaraz po ekspozycji wchodzi część deklaratywna, żeby wspomnienie było jeszcze świeże.
Sygnały synchronizujemy w czasie i zestawiamy z deklaracjami. Najciekawsze są miejsca, w których obie warstwy mówią co innego.
Wnioski piszemy językiem decyzji, z materiałem dowodowym w formie obrazowej. Całość zamyka sesja omówienia z badaczem.
Raport ma pracować w dwóch miejscach naraz: wewnątrz zespołu, żeby wiadomo było, co konkretnie poprawić, i na zewnątrz, żeby dało się uzasadnić decyzję przed zarządem albo klientem końcowym, bez tłumaczenia statystyki.
Zakres dobieramy do materiału i do decyzji. Jeśli pracujesz po stronie marki, wejściem jest oferta dla firm i marek. Jeśli badanie ma wesprzeć rekomendację przedstawianą klientowi końcowemu, zasady współpracy opisaliśmy w części dla agencji marketingowych. Co dokładnie znajdzie się w raporcie, ustalamy na bezpłatnej konsultacji (30 min).
Rozjazd między deklaracją a zachowaniem nie jest u nas hasłem sprzedażowym, tylko przedmiotem badań recenzowanych naukowo. Poniżej dwie prace kierownika laboratorium, dr. hab. Andrzeja Szymkowiaka, prof. UEP, ze współautorami z zespołu.
Praca wyjaśnia, jak postrzegane ryzyko i oczekiwane uznanie społeczne przekładają się na udział młodych odbiorców w wyzwaniach w mediach społecznościowych. W ankiecie większość zaprzecza, że weszłaby w ryzykowne zachowanie, a mimo to w nie wchodzi. To dokładnie ta luka, którą w projektach komercyjnych domykamy pomiarem reakcji.
Szymkowiak A., Madias K., Garczarek-Bąk U.
Badanie sprawdza, jak rozszerzona rzeczywistość połączona z cyfrowym paszportem produktu zmienia komfort decyzji kupującego i skłonność do ponownego użycia produktu. Ta sama logika stoi za naszymi projektami neuromarketingowymi: mierzymy wpływ bodźca na decyzję, nie deklarowaną opinię o bodźcu.
Jeganathan K., Szymkowiak A.
Dorobek naukowy kierownika ConsumerLab, dr. hab. Andrzeja Szymkowiaka, prof. UEP
Dorobek naukowy kierownika · wg Google Scholar, VI 2026 · Google Scholar ↗
Twierdzenia z tej strony da się sprawdzić. Poniżej prace, na których opieramy opis możliwości i ograniczeń metod neuromarketingowych, wraz z numerami DOI.
Zwykłe badanie pyta uczestnika o zdanie, więc dostaje odpowiedź przefiltrowaną przez pamięć, świadomą ocenę i chęć wypadnięcia korzystnie. Neuromarketing dokłada pomiar reakcji, których uczestnik nie musi ani zauważyć, ani umieć nazwać: gdzie padł wzrok, ile wysiłku kosztowało przetworzenie komunikatu, w którym momencie wzrosło pobudzenie. To nie jest metoda konkurencyjna wobec ankiety, tylko druga warstwa danych. Największą wartość ma tam, gdzie obie warstwy się rozjeżdżają, bo wtedy widać, że deklarowana ocena nie opisuje realnego kontaktu z materiałem.
Tak. EEG jest metodą pasywną: elektrody wyłącznie rejestrują aktywność elektryczną kory mózgowej, nie wprowadzają do organizmu żadnego prądu ani pola. Uczestnik ma na głowie czepek z czujnikami oraz żel przewodzący, który po sesji zmywa się wodą. Badanie jest nieinwazyjne i nieuciążliwe. Przed startem uczestnik dostaje pełną informację o przebiegu i podpisuje świadomą zgodę, a udział pozostaje dobrowolny, więc sesję można przerwać w dowolnym momencie i bez podawania powodu.
Nie i żadna dostępna aparatura tego nie robi. Rejestrujemy korelaty procesów psychicznych, czyli sygnały, które im towarzyszą, a nie ich treść. Z zapisu EEG nie da się odtworzyć zdania, które uczestnik pomyślał o marce, ani orzec, że „na pewno kupi". Dodatkowo z samej aktywności nie wynika jednoznacznie, jaki proces za nią stoi, bo ten sam wzorzec towarzyszy różnym stanom, to znany problem wnioskowania odwrotnego. Dlatego mówimy o uwadze, obciążeniu poznawczym i pobudzeniu, a nie o „ośrodku zakupu w mózgu".
To zależy od pytania, nie od metody. Do wykrycia powtarzalnej bariery, na przykład elementu, którego nikt nie zauważa, wystarczy niewielka próba celowa, bo problem ujawnia się już u pierwszych uczestników. Jeśli chcesz wykazać, że różnica między wariantami nie jest przypadkiem, potrzebna jest próba dobrana pod planowaną analizę statystyczną i pod oczekiwaną wielkość efektu. Liczbę uczestników ustalamy razem z planem analizy, zanim ruszy rekrutacja, i omawiamy ją na bezpłatnej konsultacji (30 min).
Sesje z pomiarem reakcji prowadzimy stacjonarnie w laboratorium przy Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu (al. Niepodległości 10), bo eye-tracking, EEG i pomiar pobudzenia wymagają kalibracji aparatury i kontrolowanych warunków. Uczestników rekrutujemy z panelu na miejscu, więc Twoja obecność w Poznaniu nie jest konieczna. Część deklaratywną, testy online i eye-tracking zdalny realizujemy w całej Polsce, a badania z mobilnym eye-trackingiem prowadzimy również w terenie, na przykład w Twoim sklepie.
Zawsze. Sesja kończy się częścią deklaratywną: pytamy, co uczestnik zapamiętał, jak zrozumiał przekaz i komu przypisał markę. Dopiero zestawienie pomiaru z deklaracją daje wniosek, którego żadna z warstw nie udzieli osobno. Zdanie „deklarują, że rozumieją komunikat, ale ani jeden uczestnik nie spojrzał na claim" bywa całą odpowiedzią na pytanie, dlaczego kampania nie działa. Tam, gdzie to możliwe, dokładamy trzecią warstwę, czyli obserwowane zachowanie, na przykład realne sięgnięcie po produkt przy makiecie półki.
Opisz krótko decyzję lub pytanie, które masz przed sobą, wspólnie dobierzemy zakres i metodę. Pierwsza konsultacja (30 min) jest bezpłatna i niezobowiązująca.
Odważna kreacja, a po drugiej stronie stołu zachowawczy marketer? Sprawdzamy Twój materiał niezależnie, zanim zrobi to klient: eye-tracking pokazuje, co przyciąga uwagę, co umyka i co myli. Dostajesz rekomendację go / no-go oraz insight o grupie docelowej, którym uzasadnisz swoją rekomendację w przetargu, zamiast opierać się na przeczuciu.
Wzmocnij projekt danymiNowy produkt, zmiana opakowania, nowa cena albo strona, która nie sprzedaje. Testujemy każdą z tych decyzji na realnych konsumentach z naszego panelu, zanim zainwestujesz. Zamiast raportu do samodzielnej interpretacji dostajesz rekomendację wdrożeniową: co zostawić, co poprawić, a z czego zrezygnować, żeby nie zapłacić za błąd, którego dało się uniknąć.
Opisz swój problem badawczy