Przed prezentacją klientowi
Masz odważną kreację, a po drugiej stronie stołu zachowawczego marketera. Potrzebujesz bezstronnego dowodu, a nie kolejnej opinii z własnego zespołu.
Sprawdzamy reklamę, kreację i komunikat, zanim ruszy emisja i zanim staniesz przed klientem. Mierzymy, co przyciąga uwagę, co umyka i co myli, a wynik zamykamy jednoznaczną rekomendacją go / no-go.
Reklamę ocenia się zwykle na sali konferencyjnej, wśród ludzi, którzy widzieli ją już dwadzieścia razy i znają intencję każdego kadru. Odbiorca zobaczy ją raz, przez chwilę i bez kontekstu. Pre-test zamyka tę lukę, zanim zapłacisz za emisję.
Masz odważną kreację, a po drugiej stronie stołu zachowawczego marketera. Potrzebujesz bezstronnego dowodu, a nie kolejnej opinii z własnego zespołu.
Media są kupione albo właśnie je kupujesz. Zanim spot, key visual czy layout ruszy w świat, chcesz wiedzieć, czy zostanie zauważony i zrozumiany.
Trzy wersje key visualu, dwa hasła, kilka wersji montażu. Zamiast głosowania na sali dostajesz ranking oparty na pomiarze reakcji odbiorcy.
Komunikacja, która działała na dotychczasowych odbiorcach, milczy w nowym segmencie, na przykład w pokoleniu Z. Trzeba sprawdzić, dlaczego.
Dla agencji marketingowych: pracujemy w modelu filtr. Nie tworzymy kreacji i nie prowadzimy kampanii, więc nie oceniamy własnych pomysłów i nie zabieramy Ci klienta. Badanie prowadzimy pod umową o poufności, a wynik jest Twój: to Ty decydujesz, co i kiedy pokażesz dalej.
Badanie projektujemy pod decyzję, nie pod metodę. Zanim ruszymy, ustalamy, co dokładnie ma się zmienić w Twoim postępowaniu po odebraniu wyniku.
Przekaz reklamowy działa w kilka sekund i w dużej mierze poza świadomą kontrolą odbiorcy. Dlatego pytanie „czy podoba Ci się ten spot" mówi więcej o autowizerunku respondenta niż o skuteczności materiału. Zestawiamy to, co odbiorca deklaruje, z tym, co robią jego oczy i jak reaguje jego organizm.
Eye-tracking pokazuje, na co patrzy odbiorca i w jakiej kolejności: czy dociera do logo, claimu i wezwania do działania, a co pomija zupełnie.
EEG i pomiar reakcji emocjonalnej wskazują, który fragment przekazu angażuje, a w którym miejscu zaangażowanie siada.
Krótkie badanie po ekspozycji sprawdza, co odbiorca zapamiętał, jak zrekonstruował przekaz i komu przypisał markę.
Rekrutujemy z własnego panelu, w tym z panelu studenckiego, więc kreację ocenia ta grupa, do której naprawdę mówisz, a nie przypadkowi respondenci.
Warstwy łączymy, zamiast wybierać jedną. Sam pomiar uwagi powie, że odbiorca nie spojrzał na claim ani razu, ale dopiero część deklaratywna wyjaśni, jaką historię zbudował sobie w zamian. Dopiero zestawienie obu daje odpowiedź, której żadna z nich nie udzieli osobno.
Raport projektujemy pod dwa zastosowania naraz. Wewnętrzne, żeby zespół kreatywny wiedział, co dokładnie poprawić i dlaczego. Zewnętrzne, żeby było czym uzasadnić decyzję przed klientem albo przed zarządem. Dlatego obok liczb dostajesz obraz i jedno zdanie, które da się wypowiedzieć na spotkaniu bez tłumaczenia statystyki.
Zakres dobieramy do materiału: inaczej wygląda test pojedynczego key visualu, a inaczej porównanie kilku wersji spotu wraz z częścią deklaratywną. Co dokładnie znajdzie się w raporcie, ustalamy na bezpłatnej konsultacji (30 min), zanim cokolwiek podpiszesz.
W badaniu opublikowanym w 2025 roku w czasopiśmie Technology in Society zespół z udziałem kierownika naukowego ConsumerLab, dr. hab. Andrzeja Szymkowiaka, prof. UEP (Szymkowiak, Madias, Garczarek-Bąk), sprawdzał, co decyduje o udziale młodych odbiorców w viralowych wyzwaniach w mediach społecznościowych.
Świadomość ryzyka nie powstrzymywała uczestnictwa, bo silniejsza okazywała się nagroda społeczna: widoczność, reakcje, przynależność do grupy.
Komunikat „to niebezpieczne" dodaje zachowaniu wymiaru odwagi. Ta sama pułapka czeka kampanie budowane na ostrzeżeniu zamiast na motywacji odbiorcy.
W ankiecie większość deklaruje, że nie weszłaby w ryzykowne wyzwanie. Zachowanie mówi co innego, stąd pomiar uwagi i reakcji obok pytania wprost.
Wniosek dla testu kreacji jest prosty: mechanizm, który realnie porusza odbiorcę, rzadko pokrywa się z tym, co potrafi on o sobie powiedzieć. Dlatego kampanię sprawdzamy pomiarem zachowania, a nie samą sympatią zadeklarowaną w ankiecie.
Dorobek naukowy kierownika ConsumerLab, dr. hab. Andrzeja Szymkowiaka, prof. UEP
Dorobek naukowy kierownika · wg Google Scholar, VI 2026 · Google Scholar ↗
Przede wszystkim przed emisją, bo wtedy wynik ma jeszcze wpływ na decyzję. Pre-test obejmuje materiał na dowolnym etapie dojrzałości: storyboard, animatik, key visual, layout, spot, kreację display lub social. Po starcie kampanii też potrafimy zmierzyć odbiór, ale wtedy odpowiadamy już na pytanie „co poprawić w kolejnej odsłonie", a nie „czy w ogóle to emitować".
Nie. Projekty dla agencji marketingowych prowadzimy pod umową o poufności, a materiały traktujemy jak niepublikowane. Nie komunikujemy, kto zlecił badanie, nie pokazujemy kreacji w portfolio ani w mediach społecznościowych. Raport dostajesz w formie, którą możesz przekazać dalej swojemu klientowi, i to Ty decydujesz, czy i kiedy to zrobisz.
Ankieta mówi, co odbiorca sądzi o reklamie już po fakcie, gdy włączyła się racjonalizacja i chęć wypadnięcia korzystnie. Pomiar pokazuje, co realnie zrobiły jego oczy i układ nerwowy w pierwszych sekundach kontaktu z przekazem. Nie zastępujemy deklaracji, tylko ją uzupełniamy: różnica między „mówią, że rozumieją" a „nie spojrzeli na claim ani razu" bywa całą odpowiedzią na pytanie, dlaczego kampania nie działa.
Przyjmujemy pliki graficzne, wideo, animatiki, makiety layoutów, kreacje display, posty i strony docelowe. Im bliżej finalnej formy, tym trafniejszy wynik, ale badamy też wersje robocze, bo wtedy poprawka jest najtańsza. Jeśli porównujemy warianty, potrzebujemy ich w porównywalnej jakości, żeby różnice wynikały z kreacji, a nie z rozdzielczości pliku.
Wtedy właśnie badanie zwraca się najszybciej, bo koszt poprawki jest nieporównywalnie niższy od kosztu nieskutecznej kampanii. Jesteśmy jednostką uniwersytecką, nie tworzymy kreacji i nie prowadzimy kampanii, więc nie mamy interesu w potwierdzaniu żadnej tezy. Raport zawsze wskazuje, co konkretnie poprawić, żeby przekaz zaczął działać, a nie samą ocenę.
Tak, jest do tego projektowany. Zawiera obrazowe dowody, mapy uwagi i gaze ploty, opis metody zrozumiały dla osoby spoza badań oraz jednozdaniową rekomendację. Sygnatura laboratorium akademickiego działa jak niezależna opinia trzeciej strony, więc w rozmowie z zachowawczym marketerem ciężar argumentu przenosi się z gustu na pomiar.
Część deklaratywną i testy online prowadzimy w całej Polsce. Sesje z pomiarem uwagi i reakcji odbywają się w laboratorium przy Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu (al. Niepodległości 10), a materiały przed premierą pozostają objęte poufnością.
Opisz krótko decyzję lub pytanie, które masz przed sobą, wspólnie dobierzemy zakres i metodę. Pierwsza konsultacja (30 min) jest bezpłatna i niezobowiązująca.
Odważna kreacja, a po drugiej stronie stołu zachowawczy marketer? Sprawdzamy Twój materiał niezależnie, zanim zrobi to klient: eye-tracking pokazuje, co przyciąga uwagę, co umyka i co myli. Dostajesz rekomendację go / no-go oraz insight o grupie docelowej, którym uzasadnisz swoją rekomendację w przetargu, zamiast opierać się na przeczuciu.
Wzmocnij projekt danymiNowy produkt, zmiana opakowania, nowa cena albo strona, która nie sprzedaje. Testujemy każdą z tych decyzji na realnych konsumentach z naszego panelu, zanim zainwestujesz. Zamiast raportu do samodzielnej interpretacji dostajesz rekomendację wdrożeniową: co zostawić, co poprawić, a z czego zrezygnować, żeby nie zapłacić za błąd, którego dało się uniknąć.
Opisz swój problem badawczy